Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wspomniała, opowiadając Maryli historję dnia, lecz lekarstwo na piegi wylała za okno.
— Nigdy już nie będę stosowała środków upiększających — postanowiła uroczyście. — To dobre dla ludzi rozważnych, a nie dla takich, którzy, jak ja, są nieodwołalnie skazani na popełnianie ciągłych omyłek!


ROZDZIAŁ XXI
Nowa znajoma

Rok szkolny się zaczął i Ania powróciła do pracy z mniejszą ilością teoryj, lecz z większym zasobem doświadczenia. Przybyło kilku uczniów, sześcio i siedmioletnich małych pielgrzymów, z zaciekawieniem rozpoczynających wędrówkę po nowej krainie dziwów. Tadzio i Tola znajdowali się w ich gronie. Tadzio siedział w jednej ławce z Emilkiem Boulterem, dla którego, jako zeszłorocznego ucznia, szkoła straciła urok nowości. Tola już poprzedniej niedzieli umówiła się co do miejsca z Lili Slone. Ale że Lili pierwszego dnia nie przyszła, Tolę posadzono obok Miry Cotton, dziesięcioletniej dziewczynki, uchodzącej w oczach Toli za jedną z „dużych“.
— To bardzo przyjemnie chodzić do szkoły — zwierzał się Tadzio Maryli po powrocie do domu. — Maryla mówiła, że trudno mi będzie usiedzieć spokojnie. I tak było. Naprawdę. Maryla ma często rację. Ale mogę sobie przecież machać nogami pod stołem, a to dużo pomaga. Jak to świetnie mieć tylu kolegów, z którymi można się bawić. Siedzę obok Emilka — to wielki zuch. On jest dłuższy ode mnie, ale ja jestem szerszy. Lepiej jest siedzieć w ostatnich ławkach, tylko, że tam sadzają dopiero wtedy, gdy ma się takie długie nogi, że sięgają do ziemi. Emilek narysował na swej tabliczce Anię. Była strasznie