Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

i dopiero teraz po raz pierwszy wesołe promienie słońca odbiły się jasnym blaskiem w małych przytulnych pokoikach. Wszędzie roznosiła się jeszcze woń dawnych róż doniczkowych, hodowanych tak troskliwie przez właścicielkę i zdawać się mogło, że za chwilę panna Lawenda wejdzie do czyściutkiej bawialni i powita radośnie przybyłych gości. Nawet w kuchni wiało jeszcze niedawną obecnością uśmiechniętej zawsze Karoliny Czwartej.
— Ustawicznie mi się zdaje, że rozgościł tu się na nowo duch dawnych czasów, stały towarzysz tutejszych gospodyń, — zauważyła Ania ze śmiechem. — Musimy się przekonać, czy i echa jeszcze tu pozostały. Prawdopodobnie stary róg wisi ciągle w kuchni za drzwiami.
Istotnie echa nie opuściły dotąd kamiennego domku, bo po chwili oznajmiły swą obecność nawet nad brzegiem rzeki, a gdy dziewczętom to przyzywanie ech znudziło się wreszcie, zamknęły kamienny domek i udały się w powrotną drogę.


ROZDZIAŁ VIII.
Pierwsza propozycja.

Stary rok w ostatnim swym dniu nie pozostawił po sobie wspomnienia pogodnego zachodu słońca, bo minął przy akompanjamencie śnieżnej zawiei i złowrogich podmuchów wiatru. Przez całą noc wiatr wył ponad zamarźniętemi łąkami i wciskał się nawet do najmniejszych szczelin, a chwilami uderzał groźnie w szyby okienne.