Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

ci powiedzieć, że jesteś bardzo głupiutka, moja Królowo Aniu.
— Czyż głupotą jest odrzucić propozycję człowieka, którego się nie kocha? — rzuciła Ania chłodno.
— Bo nie znasz miłości. Wyimaginowałaś sobie coś nieziemskiego i jesteś pewna, że właśnie to jest miłością. Po raz pierwszy w życiu wypowiedziałam takie mądre zdanie. Dziwi mnie tylko to, że zdołałam się na nie zdobyć.
— Izo, — szepnęła Ania, — proszę cię, zostaw mnie teraz samą. Całe moje dotychczasowe życie stało się ruiną. Muszę je na nowo odbudować.
— Bez Gilberta? — uśmiechnęła się Iza, wychodząc z pokoju.
Życie bez Gilberta! pomyślała Ania ze smutkiem. Czyż nie będzie ono ponure i monotonne? Ale to przecież była tylko jego wina. To on zrujnował ich piękną przyjaźń. Należało przezwyciężyć się i żyć bez niego.


ROZDZIAŁ XXI.
Róże wczorajsze.

Dwa tygodnie pobytu w Bolingbroke upłynęły, jak jedna chwila. Ania jednak od czasu do czasu uczuwała dziwny żal, myśląc o Gilbercie. Na szczęście myśli te nawiedzały ją rzadko, bo poprostu miała na to bardzo niewiele czasu. Rezydencja Gordonów, nosząca nazwę Mount Holly, odwiedzana była stale przez grono licznych przyjaciół Izy. Iza orga-