Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz samolubne miasta są uparte,
wszystko w swój ostry porywają pęd.
Trawią narody przez ognie pożarte,
łamią zwierzęta jak bezsilny pręt.

A ludzie w służbę ich idą bezwolną
i z równowagi wypadają w strach
i zwą postępem żółwiość nieudolną
i jeżdżą szybciej, gdzie jeździli wolno,
i lśnią ladacznic strojnością swawolną
i wrzawę czynią w metalach i szkłach.

Snać kłamstwo małpio codziennie ich łudzi,
nie mogą wcale już być sobą: płyną,
pieniądz w ich siły urasta — i brudzi
i jest jak wicher; oni pod nim giną,
są wyzyskani, czekają, aż wino
i trutka soków ze zwierząt i ludzi
do interesów marnych ich podjudzi.