Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Twoi ubodzy cierpią pod tamtymi
(a każdy ciężko to, co widział, wlókł)
i, jak w gorączce, marzną rozpaleni
i w noc, podobni do umarłych cieni,
chodzą, a każdy odpycha ich próg;
i żyją całym brudem obarczeni,
opluci jak gnijący w słońcu stos,
na wrzask latarni, na wozy szalone,
na krzyk ulicznic zdani jak na los.

Jeśli gdzie usta są na ich obronę,
to niechaj krzyczą, to Ty im daj głos.