Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tylko ich zabierz znów z tej winy miast,
gdzie wszystko jest im gniewem i zwikłaniem
i kędy schną pośrodku wrzasków jazd
z pokaleczonem cierpliwem oddaniem.

Czy już im ziemia miejsca nie udzieli?
Kogo wiatr szuka? Kto pije blask nieba?
Czy w głębi stawu im się nie wybieli
odbiciem sennem próg i dom i gleba?
Im przecież tylko trochę miejsca trzeba,
gdzie, tak jak drzewo, wszystko będą mieli.