Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A kiedy śpią, to jakby są oddani
wszystkiemu, co ich cicho wypożycza,
jak chleb w głodowy czas są rozdawani
między jutrzniane i nocne oblicza
i jak deszcz pełni opadania w tajną
i młodą jakąś ciemność urodzajną.
Nie pozostaje wtedy z ich imienia
nawet i blizna na czole, co czysto
kładzie się jako nasienie nasienia,
skąd Ty pochodzić będziesz wiekuisto.