Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Spójrz na nich, patrz, co jest im równe wkrąg:
ruszają, się, jak zdani na wiatr halny,
a spoczywają — w cieniu czyichś rąk.
A w oczach ich jest uroczysty ciąg
tych nagłych ściemnień jasnych pasem łąk,
na które pada prędki deszcz upalny.