Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pragnący widzieć. Inni jej nie znają
i nie chcą wiedzieć, że ich biedne drogi
z żadną wokoło rzeczą nie związane,
że od własności odepchnięci mnogiej
i nie uznani przez swe mienie znane,
kobiety równie nie mają, jak kwiatu,
bo żywot ich jest obcy dla każdego.

Dlatego nie strać równowagi w niebie.
Ten nawet, kto Cię kocha i Twe lica
poznaje w mroku, chwiejąc się jak świeca
w Twoim oddechu — nie posiada Ciebie!
A gdy Cię w noc ktoś ujmie w mocny gest,
tak, że w modlitwę jego musisz przyjść:
Tyś gościem jest,
by zaraz dalej iść.

Kto Cię zatrzyma, Boże? Tyś jest Twój,
od właściciela ręki nie zmalały,
tak jak sok winny, jeszcze nie dojrzały,
słodyczą wzbiera, niczyj, bo jest swój.