Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Skarbie, głęboko Cię kopię noc całą.
Wszystkie nadmiary, com widział, są bowiem
przy Twojem Pięknie nędzą i pustkowiem,
Pięknie, co jeszcze nigdy się nie stało.

Droga do Ciebie jest długa straszliwie,
a że nikt dawno nie szedł nią, zawiana.
O, Tyś samotny. Tyś samotność sama,
krok serca ku odległych dolin niwie.

I ręce obie, całe zakrwawione
tą pracą, wznoszę na wiatr roztworzone —
i rozrastają się, podobne drzewu.
I Ciebie niemi wysysam z przestrzeni,
jak gdybyś kiedyś rozbił się wśród cieni
w zniecierpliwionym jakimś geście gniewu,
a teraz spadał, rozpylony świat,
z odległych gwiazd napowrót znów ku ziemi,
słodko jak deszcz, co wiosną spadł.