Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Już berberysy dojrzały czerwone,
dogorywają słabe astry w grzędzie.
Kto nie bogaty, gdy lato skończone,
nie znajdzie siebie i wciąż czekać będzie.

A kto się lęka zamknąć teraz oczy,
bo nie wie, czy obrazów tłum potężny
czeka w nim tylko, rychło noc się zmroczy,
i w jego ciemni wielki się roztoczy: —
ten jest miniony starzec niedołężny.

Nic doń nie przyjdzie, dzień mu się nie zdarzy,
bo jemu kłamie zdarzeń wszelkich zrąb;
i Ty, mój Boże. Jak głaz, który waży,
tak Ty codziennie pociągasz go wgłąb.