Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Takbym chciał do Cię iść: pod obce progi,
jałmużną żyć, co mnie niechętnie żywi.
A gdyby złudnie liczne były drogi,
przyłączyłbym się tam, gdzie są leciwi.
Wśród małych starców stanąłbym na zew,
w pochodzie patrzyłbym niby przez sen,
że ich kolana poprzez brody len
jak wyspy wynurzają się, bez drzew.

Minęlibyśmy mężów ślepych, sennych,
którzy swym chłopcem patrzą, jak źrenicą,
zmęczonych i pijących nad krynicą
i wiele niewiast brzemiennych.
A wszyscy byli tak mi dziwnie swoi, —
snać męże we mnie widzą ród swój cały,
a przyjaciela niewiasty poznały —
i przyszły nawet psy do mych podwoi.