Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie będzie ciszy w domach ludzkich, chyba
że umrze ktoś i dalej go poniosą,
albo że ktoś kapturem się nakrywa
i bierze kij, posłuszny tajnym głosom,
o drogę pyta, by ku obcym losom
iść tam, gdzie wie, że czekasz Ty.

Gościńce nigdy nie opustoszeją
z tych, którzy tropią Ciebie jak ów kwiat,
który zakwita raz na tysiąc lat.
Czerń tłumna ludu, prawie bezimienni,
a gdy do Ciebie dojdą, są zmęczeni.

Ale jam widział w pochodzie ich cienie;
i myślę odtąd to, że wichry wieją
z ich wielkich płaszczy, gdy idąc ciemnieją,
a ciche są, gdy idą na spocznienie — :
takie w dolinach było ich kroczenie.