Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ty jesteś Klasztor pod wezwaniem Ran,
Trzydzieścidwie katedry Tobie dali,
Tobie z bursztynów wzniesiony, z opali
skarb pięćdziesięciu kościołów jest dan.
W klasztornym każdym drobnym wnęku
jest jedna zwrotka Twego dźwięku,
w potędze bramy wstajesz: Pan.

Są w długich domach zakonnice,
siedemsetdziesięć w czerni mniszej.
Czasem przychodzą pod krynicę,
stoją, oprzędłe jedwabnice,
lub czasem w słońcu bladolice
wysmukłe idą w parku ciszy.

Lecz nigdy ich nie ujrzysz w tłumie;
każda z nich w ciszy domu tonie,
tak jako w chorem skrzypiec łonie
melodja, której nikt nie słyszy...

A wkoło, pod kościołów cieniem,
strojne w jaśminu wątły kwiat,
są groby, które swem milczeniem
opowiadają tamten świat.
Świat tamten, który nie istnieje,