Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i przedwiekowych puszcz poddany,
na wielkie nieba wystawiony;
wsie, zbliżające się z wieczora,
mijają tak, jak dzwonów tony,
jak jakieś Dzisiaj, jakieś Wczora,
jak każdy obraz oglądany.
Aliści, z owej rzeki biegiem
wznoszą się miasta nad jej brzegiem,
ku uroczystym statkom potem
lecą ze skrzydeł pstrym łopotem.

A czasem statek ten przybije
do miejsc bez wsi, bez miast ogromu,
które czekają jak niczyje
na tego, który niema domu...
Dla takich są tam wozy małe
(w trzy konie każdy zaprzężony),
na zachód gnają oszalałe
po trakcie, który jest zgubiony.