Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pokorę masz na myśli. Wzrok,
co Cię rozumie, cicho świeci.
Wieczorem młodzi tak poeci
w bezludnych parków idą mrok.
Tak chłopi otaczają mary,
gdy dziecku w śmierci lica zbledną, —
a co się dzieje, to jest jedno:
dzieją się rzeczy ponad miary.

Kto Ciebie pierwszy raz spostrzega,
temu przeszkadza sąsiad, zegar,
idzie schylony, gdzie Twój ślad,
jak obarczony wielą lat.
W naturę później się zagrzebie:
słyszy, jak niwy Cię szeptają,
widzi, jak gwiazdy Cię śpiewają,
i czuje wiatry i przestrzenie,
nigdy się nie oduczy Ciebie, —
a to jest tylko płaszcza Twego lśnienie.

Jesteś dlań nowy, dobry, drogi
i przecudowny jak podróże,
które na wielkich rzek lazurze
odbywa statkiem, cichy, błogi:
kraj wielki, w wiatrach, rozesłany