Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Modlitwa moja nie bluźnierstwo znaczy:
jakbym wertował starych książek strony,
żem tysiąckrotnie z Tobą spokrewniony.

Chcę Tobie miłość dać. Tak i inaczej...

Czyż ojca się miłuje? Nie odpada
się odeń twardo, jak Ty mnie rzuciłeś,
odchodząc od bezradnie pustych jego rąk?
Czyż jego zwiędłych słów się nie odkłada
do starych, rzadko czytywanych ksiąg?
Czy z jego serca nie spływają bole
moje na własną dolę i niedolę?
Czyż ojciec nie jest przeszły i nie-mój?
Minione lata, obcych myśli głos,
gest przestarzały i umarły strój,
przekwitłe ręce i wyblakły włos?
Choć bohaterem nawet był w swój czas,
jest liściem, co opada mimo nas.