Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ja jestem wciąż ten sam, co klęczy
przed Tobą w ciemnej sukni mniszej:
korny, służebny w wielkiej ciszy,
Tyś go przepełnił jak łuk tęczy,
on Cię wynalazł — a w nim dźwięczy
głos cichej celi, który ginie,
świat obok się jak wiatr przewala, —
a Tyś jest ciągle jeszcze fala,
co poprzez wszystkie rzeczy płynie.

To nic innego. Tylko morze,
skąd czasem lądy wstają z den.
To nic innego: ciszy tren
pięknych Aniołów, skrzypiec sen:
a Przemilczany zaś jest Ten,
któremu w wielkiej tej pokorze
wszystkie się rzeczy pokłoniły,
ciężkie promieńmi Jego siły.

Czy Tyś jest wszystko, — a ja jeden,
co się poddaje i buntuje?
Czy nie ogólność ja, gdy kocham,
czym ja nie wszystko, kiedy szlocham,
a Ty ów Jeden, który czuje?
Czy Ty co słyszysz obok mnie?