Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zaraza zwisa jak zły trup
u wątłych ramion dzieci.

Obcy-m był sobie jak bylekto,
wiedziałem o nim tylko to,
że dotknął matkę mą, gdy ona
pod sercem mnie nosiła,
a młoda krew jej uciśniona
z boleścią o mój płód się biła.

Teraz znów jestem odrodzony
ze wszystkich strzępów poniżenia,
tęsknię do węzła zacieśnienia,
do jakowegoś rozumienia,
które mnie przejrzy z każdej strony, —
do Twego serca wielkich dłoni —
(o niechby na mnie prosto szły)
ja siebie liczę, ale Ty,
Boże, masz prawo mnie roztrwonić.