Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poeci Ciebie rozsypali
(huragan trząsł ich biedną mową),
lecz ja chcę skupić Cię nanowo
w naczyniu, które Ciebie chwali.

Szedłem przez ostrych wiatrów wiele;
w nich tysiąckrotnie-ś pędził Ty.
Com znalazł, niosę, oto, śmiele:
słudzy chowali Cię w popiele,
trzymał Cię żebrak przy kościele
i w Ciebie ślepiec ronił łzy,
a czasem w dziecka wątłem ciele
wielka część Twojej treści drży.

Szukam przez jawę, patrz, i sny.

Ja, niby pasterz, co po glebie
za dłońmi skryty idzie i się smuci
(ach, obcych wzrok, co bałamuci,
niechaj od niego się odwróci).
Ktoś, który śni, że spełni Ciebie,
że siebie spełni, roi sny.