Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W Imię jak w noc się zanurzyli
nieprzeliczeni teolodzy.
Młodzieńcy srebrni w bój szli srodzy
i w Tobie, Bitwo, blaskiem lśnili.

Dziewice dla Cię się budziły;
w Twych arkad długim mroku mnodzy
poeci się schodzili,
królami Twoich dźwięków byli,
w słodyczy, w głębi swojej siły.

Godziną zmierzchu Tyś na niebie,
co wszech poetów równość stwarza;
do ust się tłoczysz wirydarza,
a każdy, jakby odkrył Ciebie,
całym przepychem Cię obdarza.

I miljon harf jak skrzydeł końce
podnosi Ciebie z milkliwości.
A Twoich starych wichrów gońce
na wszystkie rzeczy złote słońce
Twojej rzuciły wspaniałości.