Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Najgłębszyś Ty, na wywyższeniu,
Nurek — i zazdrość wież i burz.
Tyś Słodki, który mówi w cieniu,
a jednak: gdy Cię pytał tchórz,
to Ty pławiłeś się w milczeniu.

Ty jesteś wielki las sprzeczności.
Mogę kołysać Cię jak dziecię,
a jednak w całej straszliwości
pełnią się Twoje klątwy w świecie.

Najpierwszy obraz tworzył Ciebie,
Tobie pisano pierwsze księgi,
Tyś był w miłości i w potrzebie,
spiżem powaga Twa się wgrzebie
w czoło, co widzi na Twem niebie
spełnione siedmiu dni Twych kręgi.

Wystygły wszystkie Twe ofiary,
w tysiącach Ciebie zagubiono;
aż spoza złotych wrót bez miary
poprzez wysokich naw filary
drgnąłeś — i lęk zrodzony z wiary
kształtu opasał Cię oponą.