Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zjawiasz się, mijasz. Drzwi się zamykają
tak słodko i niemal bezszmernie.
Ty jesteś cichszy niepomiernie
od wszystkich cichych, którzy nas mijają.

Tak bardzo można przywyknąć do Ciebie,
że nie drgną oczy, zatopione całe
w książce, gdy nagle obrazki nieśmiałe
spięknieją, Twoim cieniem zbłękitniałe;
Tobą brzmią rzeczy na ziemi i niebie,
tylko raz cicho, raz gromem nabrzmiałe.

Gdy w zmysłach mych Twój obraz wstanie,
dzieli się Twej postaci głaz:
kroczysz jak liczne jasne łanie,
a jam jest ciemny, jam jest las.

Tyś Koło, ja przy Kole stoję:
spośród Twych wielu ciemnych osi
co chwila nowa się podnosi,
zbliża się do mnie w krąg obrotu —
i rosną chętne dzieła moje
tak od powrotu do powrotu.