Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pojmuję Cię, gdyś oną dobą
głos swój postawił poprzed sobą,
iżby w przestrzeni zokrąglił się w ład;
nicość — to rana woli Twojej,
którą ochłodził świat.

Teraz się wśród nas cicho goi.

Liczne przeszłości bowiem spiły
wszystkie gorączki już z chorego,
a my czujemy, w drżeniu siły,
spokojne tętno tła Twojego.

My leżym, kojąc, na nicości
i wszystkie skazy zasłaniamy;
Ty zasię w twarzy swej ciemności
wyrastasz poza wszelkie ramy.