Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


My, rzemieślnicy: majstrowie, uczniowie
budujem Cię, Ty wielka, stroma Nawo.
Czasem ktoś chmurny wchodzi w nasze mrowie,
obcy, przez stu nas idzie blasku zjawą
i drżąco nowy jakiś chwyt podpowie.

I każdy w chwiejnych rusztowaniach tonie,
a w naszych rękach ciężko zwisa młot,
aż nam godzina ucałuje skronie
jak wszechwiedząca — i blaskiem rozpłonie,
od Ciebie idąc jak wichury lot.

I potem huk jest od młotów tysiąca
i poprzez góry cios za ciosem pada.
Gdy noc się skrada, puszcza Cię młot wszelki,
i świta Twoja sylweta idąca.

Boże, Tyś wielki!