Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tyś tak jest wielki, że mnie niema wcale,
jeżeli stanę niedaleko Ciebie.
Tyś taki ciemny; na Twem chmurnem niebie
maleńki blask mój nawet nie zapłonie.
A wola Twoja idzie jako fale
i każdy dzień w ich łonie tonie.

Tęsknota tylko moja sięga Twej korony
i jak największy Anioł, tak przed Tobą staje,
obcy i blady i niewyzwolony,
i skrzydła Ci swoje podaje.

A on już nie chce lotów bez wybrzeży,
kędy księżyce blado przepływały,
i zbyt już znanych światów on nie mierzy.
Ale w swych skrzydłach, jakby w ogniu cały,
stać chce przed twarzą Twoją zacienioną,
białym ich blaskiem spytać oświetloną,
czy go potępią Twoich brwi nawały.