Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kocham Cię, Ty najsłodsze z wszystkich praw,
na którem dojrzeliśmy, walcząc z niem w ramiona;
wielka Tęsknoto nieprzezwyciężona,
Puszczo, z której my nigdy nie wyszliśmy łona,
Pieśni, milczeniem przez nas wydzwoniona,
Ty sieci skraw,
gdzie lotność naszych uczuć uwięziona.

Tyś począł się tak wielki nieskończenie
onego dnia, kiedyś poczynał nas, —
a nas tak słońc Twych wygrzały promienie,
myśmy tak wzrośli, twój głęboki las, —
że Ty na swoje teraz dopełnienie
w aniołach, ludziach — znajdziesz czas.

Na stoku niebios dłoń złóż w odpocznieniu
milcząc zwól, co czynim Tobie w cieniu.