Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I pocóż w pendzlach błądzą moje dłonie?
Gdy Cię maluję, nie spostrzegasz prawie.
Ja Ciebie czuję. Na mych zmysłów skłonie,
jak rój wysepek, poczynasz się mgławie,
a oczom Twym, co nie drgną nigdy łzawie,
ja przestrzenią się stałem.

Ty w blasku swoim już nie trwasz wspaniale,
gdzie wszystkie linje anielskiego tańca
muzyką Tobie zużywają dale, —
Ty mieszkasz w domku ostatnim u krańca.
We mnie wsłuchane niebios Twoich fale,
bo się w mych myślach Tobie zamilczałem.