Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ty już dawno nie masz, życie moje, nie masz ani tej ulicy ani do

wleczemy majowy spacer

powiedz mi — ale tego do którego mówię nie ma, jednak mówię żeby był, wszyscy jesteśmy braćmi, wszyscy budujemy (ja nie, gotuję, piorę, szyję)

więcej nie mam, to wstyd, ale pusty dom na przykład przed kim może się wstydzić?

jeszcze nie umiem tego powiedzieć samo-dzielnie, i że to nie jest sztuczka rozcięcie zrośniętego (mogłabym być twoją matką)

dzielność do zdania sobie sprawy, do zdania sprawy ze spojrzenia ci w oczy młodszy ode mnie tyle tyle (to się kiedyś mówiło prawdzie w oczy)

sama, bo przecież się odwrócisz, dużo słów które chciały zastąpić