Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i tak się męczy toczy pusto przystaje, tak sobie niechcąco

wpadamy między poduszki talerze, gaśniemy we własnych czterech oczach czterech ścianach — my wciąż jesteśmy tylko skąd tyle okruszyn, nocy, nijak, bezgłosu, zadławi?

nad czym to ja króluję? gospodarzę pobłyskiem (w teraz w ciebie w śpieszę)

pobłyskiem (w zamknięte w skurczone w umieram), pobłyskiem w patrzymy widzę

mrugnięcie bolesne