Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bardziej w prawo, w stronę ciemnej kreski o, tego jasnego punktu, tej kropeczki iskiereczki, na lewo od grzebienia od korony od igły od komina za tym wszystkim, od ostrych zębów, tu? Stań na palcach, wyciągnij szyję. Uklęknij, teraz widzisz?

sobota spod niedzieli, spod poniedziałku niedziela, poniedziałek pod wtorkiem, pod 1972 1971 70 69 68 67, kawa z perfumami z brudną bielizną śliwkowe powidła śmieci na podwórzu stęchła woda łapana do garnka bo często małe ciśnienie i do nas nie dochodzi, czasem w to dmuchnie kwitnącym zbożem, w każdą sobotę kradną nam mleko sprzed drzwi. Wyjdź z tego! Którędy? Komu się to udało?

Stromo do Ciebie albo i nie stromo, szeroko ze wszystkich stron zapytań królujesz, biedujesz. Na mnie, na idę w popłochu, na idę pod górę. Ładnie Ci w moim idę, we wszystkim Ci ładnie i niewiadomo.
PRZYTRAFIŁA MI SIĘ UROCZYSTA CHWILA GŁODU