Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DO DRUGIEGO PRZED SIEBIE IDĘ

idę a nie ma przyjścia. Znowu idę do was wierzę gdzie się spotkamy, gdzie nam się spotka, gdzie nas wszystkich. Muśnięcia bez śladu, ta lekkość ze światem, ta światowość bycia krwiodawców krwiopijców. I tak was nie owinę wokół siebie ani z siebie tyle wyjdę żeby kołem. Wy moi daleko pochwyceni w to samo co mnie krąży.