Strona:Krawczyk królem.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   9   —

Krawiec uczepił się zręcznie konaru niesionego drzewa i zawisłszy na nim niesiony był w ten sposób przez niewiedzącego o niczem olbrzyma.
Ciężar drzewa wymiarkowany był na jego siłę, ale waga ciała krawca przechodziła miarę sił wielkoluda.
Nie mogąc donieść drzewa do oznaczonej mety, olbrzym przystanął, rzucił dąb na ziemię, krawiec zeskoczył zręcznie, wołając:
— Cóżto? za ciężki dąbek dla pana?.. Nie myślałem, że tak mało masz siły!..
— Nie będę dźwigał! — odrzekł zmęczony wielkolud, chodźmy na wisieńki!..
I dosięgnąwszy najwyższej, obciążonej owocem gałęzi, podał ją spragnionemu krawcowi. Krawiec za mało miał siły,