Strona:Królowa myszek - baśń fantastyczna w 2-ch aktach.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 9 —

DWORZANIN (wchodzi). Słucham króla!
KRÓL. Myszy? Ha! koniec wam, obrzydłe stworzenia! Rozkazać wszystkim poddanym, aby w dzień i w nocy wyławiali myszy i zabijali! Ani jednej nie darować życia! ani jednej! A! niegodziwe! Objadacie swego króla, zabieracie nieszczęsnemu najlepsze jego kąski! Biada wam! biada! Nie będę jadł kolacji! wyjdę ochłonąć po tym zawodzie do parku... (wychodzi).
KRÓLOWA (zagląda z drugiego pokoju). Król zmartwiony i głodny, nie jadł kolacji... Ach! czemuż byłam tak lekkomyślna, że pozwoliłam jeść myszom słoninę?
MYSZ (wychodzi z kąta). Nie żałuj dobrego czynu — miłosiernaś i litościwa!
KRÓLOWA. Precz! precz! mysz obrzydła! tyś powodem nieszczęścia! Niech zabijają was i łapią!...
MYSZ (w czarnej płachcie). Już parę z nas padło ofiarą, czy ci tego nie dość królowo? Zabito moją najmłodszą córeczkę Gryzkę. (ociera oczy). Chyba więcej warte życie królewskiego dziecka niż kawałeczek słoniny... Otom w żałobie.
KRÓLOWA. Nie cierpię was!
MYSZ (podnosi łapkę do góry). Pamiętaj królowo! Jeśli nie powstrzymasz tej rzezi, nieszczęście padnie na twe jedyne dziecko... Niczem nie uchronisz się przed tem co nastąpi i co będzie zapłatą za śmierć moich dzieci krewnych. Drzyjcie! Sama będę mścicielką! (odchodzi).