Strona:Korczak-Bobo.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bobowy. Gdyby umysł ludzki zawsze tak spał, miałby myśl niebosiężną, wszechświat zbladłby o swe tajemnice.
Umysł boba pracuje w ciszy o strasznej sile; a dziś niepodobne w nim do dnia wczorajszego.
Gdy staniesz w budynku maszyn na wszechświatowej wystawie, drżenie, huk i zawrotny bieg kół dech ci zapiera w piersi; a czemże to w porównaniu z pracą miljonów motorów, kół i transmisji mózgu bobowego!
Bobo patrzy i myśli, myśli najbardziej tajemniczą i najżywszą mową, bez wyrazów, — mową obrazów i ułamków obrazów, wspólną dla wszystkich bobów całego świata i wszystkich tworów żywych. Ono gromadzi i szereguje obrazy, zaludnia stacje duchowego telegrafu, tworzy materjał do pysznej budowli symbolicznej mowy ludzkiej, w której każdy obraz ma swój własny dźwięk i swą własną duszę, dobrą lub złą, ukochaną lub nienawistną.
Bobo smuci się, cieszy, dziwi, lęka, pyta się i pragnie. Bobo wiąże już nikłe wspomnienia z przed godziny ze snem dnia wczorajszego i splata ich tkaninę z nocą, gdy Bóg zawieszał gwiazdy na firmamencie. Bobo błyskawicą przebiega stulecia i tysiącolecia rozwoju myśli ludzkiej. Nieza-