Strona:Korczak-Bobo.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Omyliła się: był to pierwszy płacz boba, nie że głodne, nie że pielucha zwinęła się w fałdę, a że utraciło nieznany świat, krzyk niecierpliwości, upadku po momencie dumnego wzlotu. Było piękne, a znikło — i niema. Krzyk, protest przeciw niemocy ducha.
Ale bobo poczęło ssać chciwie, głusząc ból duchowy, żal serdeczny po utraconym wątku cennej idei, popełniło tę samą omyłkę, co matka.

∗             ∗

Nachyliła się ciocia nad wózkiem, wzrok jej spotkał się z poważnem, badawczem spojrzeniem boba.
— Śliczna dziecina, — mówi ciocia do matki, krój ust ma twój, a oczy twojego męża.
Nachyliła się bardziej jeszcze, pocałowała bobo.
A ono drgnęło przestraszone.
Ciocia zawstydziła się pocałunku i strachu bobowego.
— Biedne maleństwo — mówi ciocia, — twój umysł śpi jeszcze.
Umysł boba śpi?
Ależ żaden umysł ludzki w żadnym życia okresie nie czuwa tak czujnie, jak umysł