Strona:Korczak-Bobo.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

nie straćcie ani jednej iskierki, póki płoną. A gdy zgaśnie ostatnia iskra, przenieście wzrok w głąb własnej duszy, i znów wszystkie je tam odnajdziecie.
Zatrzymałem się, pochwyciłem go za ramię.
— Patrz, jak pięknie.
A gdy słów mi zbrakło, by słowami wyrazić co widzę i czuję, on zaczął śpiewać.
Przedziwna pieśń, zrozumiałem ją od początku do końca.
Młodość, zapatrzona w zachód słońca. A więc siła i poczucie niemocy, a więc poryw i niepewność, więc szalona na nic niepomna odwaga i dziecięca obawa; więc bezprzykładna buta i korne poddanie, więc radość niemal obłąkana i łzawa tęsknota, bezgraniczna ufność i nieufność pełna obłędnego lęku; więc wiara i niewiara, miłość i nienawiść, — tyle uczuć, ile jest obrazów we wszechświecie, a każdy obraz ma swą własną duszę.
Toć człowiek mikrokosmos jest wszechświatem.
Płynęła przedziwna pieśń z jego piersi młodej, a wyraziła to, czego słowami wyrazić nie umiałem. Jakże biedną jest mowa