Strona:Korczak-Bobo.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
175

mimo to wieczorem rodziców (bo i ojcu się dostało przy okazji) przeproszę.
Miałem dwa razy pol., pierwszą ze snem (ślizgawka, pokój turecki) drugą bez.
Mam wściekły apetyt. Cały dzień tylko żarłbym chleb.

25 luty.

Okres senności po p.
Awantura z Franią, że prasując spaliła koszulę. Czy mógłbym pozostać neutralnym, gdybym był jej kochankiem?
Lubię rysować, szczególniej pajęczynę: to życie ludzkie, poplątane jak labirynt.
Jak niezbadanemi są te zmiany w usposob. człowieka: dziś pełen wiary, nadziei, radości; jutro — zwątpiały, nie wierzy ani w swe siły, ani zdolności, ani szczęście.
Awantura z Mod., że za dużo zadaje. Poskarżyli się inspektorowi. Zadał to samo, co zwykle.
— Dużo, dużo, — zaczęli krzyczeć.
— Czego dużo? — zapytał blady.
— Słówek.
Dzwonek.
— Na jutro pierwsze trzy paragrafy z kursu trzeciej klasy. Ja z dziećmi Odyssei czytać nie będę, — powiedział i trzasnął wychodząc drzwiami.
Koledzy boją się, że będzie się mścił,