Strona:Korczak-Bobo.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
173

4. papierosom, piwu, musztardzie i t. d.
Pisząc: „więc walka“, — omało co nie dodałem: „na śmierć i życie“. Pierwsze zwycięstwo?

5 luty.

Uczę się. Z algebry dostałem 4, pierwszy raz w życiu (z ustnego). To zagłębianie się w mistyczny świat cyfr sprawia mi zadowolenie.
Wymówili mi lekcję u R., bo nie jestem dość energiczny. I tak ich miałem zawiele, jak na koniec trzeciego kwartału. Co jabym dawniej na ten temat wypisał tragicznych okrzyków, a teraz ot wiem, że „energicznym i rutynowanym z gwarancją korepet.“, nie będę nigdy, — zanadto wiele mam uczucia dla dzieci, żeby je tyranizować. Dziecku tak mało potrzeba, aby się czuło szczęśliwe: pieczątka, pudełko, karmelek. Wyciskać łzy z tych niewinnych oczu dla piątek, dla śmiesznych tryumfów, dla dogodzenia próżności rodziców i zyskania sławy „rutynowanego“, to barbarzyństwo. Minimum wysiłku dla maximum rezultatu; byle dostał promocję, — trzymałem się tej zasady, jak do tej pory z dobrym efektem: rozwijałem ich, lubią mnie, a w rezultacie: cenzura bez dwójki...
Marzenia — to morfina duszy.
Czy mam prawo przynajmniej do go-