Strona:Korczak-Bobo.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

się. Wstyd mi przyznać się, ale się zawiodlem. Miałem wrażenie, że się śpieszy, że niema czasu. Wiem, że jestem niesprawiedliwy, wymagający, niewdzięczny, a jednak... Dla mnie to była epoka, dla niego epizod. Dwa razy przerwał nam telefon to znów go wywołano. Może wzywano go do konającego, gdy ja jestem zdrów. Egoizm ludzki nie zna granic: niczem go nie nasycisz.
Może na takie uczuciowe zabarwienie tej wizyty wpłynęło i to, że mam przykrości w domu i na lekcjach.
Precz z pogrzebowym marszem na strunach Bajronowskiej liry.
Po co napisałem to zdanie? Bo mi się wydawało ładne. Muszę zwalczyć w sobie przedewszystkiem tę pozę, tę komedję, która mnie do rozpaczy doprowadza.
Na lekcji udaję roztargnionego, to znów przyciskam skronie, chociaż głowa rzadziej mnie teraz boli. Staram się być zaniedbany w ubraniu, to znów chciałbym mieć białe rękawiczki, to być pochylony, zgarbiony, to znów prosty i zwinny (podobno oficerowie noszą gorsety?).
Więc walka:
1. lenistwu (matematyka).
2. pozowaniu.
3. marzeniom i wogóle uczuciowości (nastrojom).