Strona:Korczak-Bobo.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

z niezdrowym rumieńcem, spokój udawany i ta głucha niechęć, przebijająca niby w żartach, a właściwie w docinkach, — jakie to wstrętne.

∗             ∗

Przypomniałem sobie, że kiedyś, kiedy była u nas Zosia, do nogi od krzesła, na którem siedziała, przywiązałem nitkę, aby się nie pomieszało z innemi. Jaki ja byłem wtedy biedny. O, nie śmiejcie się z tych uczuć dziecinnych. Miłość jest zbyt szlachetnem uczuciem, by mogła być ośmieszona, zabawnemi są natomiast: pozowanie, sztuczna galanterja sztubacka, asystowanie pannom, małpowanie dorosłych, opowiadanie kolegom o swoich rzekomych romansach nawet z mężatkami, — łgarstwa, komedjanctwo.
Ja sam przyłapuję się na tych rzeczach, naprz. raz wyskoczyłem z tramwaju, choć deszcz lał, — żeby niby to „szybkim ruchem uspokoić wzburzone nerwy i aby deszcz ochłodził palące czoło“. Deszcz czoła nie ochłodził, bo mam czapkę z daszkiem, zabłociłem się po pas, co mnie bardziej jeszcze zirytowało, — i przyłapałem się na mał-