Strona:Korczak-Bobo.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

sądownictwo winno być zreformowane. Przed sędziami — poetami winien stać obrońca — marzyciel, a nie zimny, chłodny formalista przed urzędnikami. Sercem należy bronić, a nie paragrafami, na zasadach etyki karać, a nie — kodeksu. Dziś okoliczności łagodzą winę, a one powinny zupełnie ją usunąć. Nie wolno karać ojca, że kradnie dla dzieci, lub zabija tego, kto nastaje na cześć córki, albo broni swego honoru. Uderzenie w twarz — to tylko zakłócenie publicznego spokoju, więc kara 3 — 5 rubli, a mojem zdaniem — to zabójstwo, za które karą — kula w łeb. — Chłopi płacą raty a nie biorą kwitów, i wśród zimy wyrzuca się na śnieg 30 rodzin, bo nie ma na potwierdzenie papierków. Kto kłamie? — pytam się: chłopek nabożny, pracowity, nieśmiały czy bezczelny i bezbożny spekulant, czyja przysięga winna zaważyć na szali?
A medycyna, która bogacza dla kaprysu wysyła na południe a nędzarza „leczy“ w suterynie pigułkami, choć miesiąc słońca powróci mu życie, da rodzinie pracownika, a dzieciom nie da wyrosnąć na prostytutki i złodziei? Jak sąd śmie karać te ofiary nędzy i ciemnoty?
Zdawało mi się niedawno, że te dziewczyny (?), które tak nizko upadły, nie zasługują nawet na litość. Kraść, zabijać na-