Strona:Korczak-Bobo.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

wet, ale nie za pieniądze kupczyć uściskiem. Wszystkie zbrodnie ludzkie zna świat zwierzęcy i roślinny w imię walki o byt, dąb kradnie światło krzewinie, chwast zagłusza (zabija) kwiaty. Tylko ta zbrodnia jest udziałem człowieka, ba — kobiety! Ta plama przygniata cały ród kobiecy. Hańba, hańba — najokrutniejszy wyraz ludzkiego słownika, — gorszy od niewoli.
Zreformować świat, to znaczy zreformować wychowanie...
Zaczepił mnie jakiś człowiek, piłę miał przewieszoną przez ramię.
— Czy pan nie wie o jakiej pracy?
Dałem mu czterdzieści dwa grosze.
— Niech się pan mnie nie brzydzi, — powiedział, chciał pocałować w rękę, — błogosławił.
Prosił o pracę, dałem mu jałmużnę. Uciekałem, jak z miejsca zbrodni. Ile ja niepotrzebnie wyrzuciłem pieniędzy. Póki istnieje nędza, nie mam prawa wydawać dla siebie. O nich muszę i powinienem myśleć przedewszystkiem.
Ha, ja mam myśleć o tych, o których Bóg nie myśli. — A czy choroby dziedziczne nie są krwawem świadectwem przeciw Niemu?
Mod. mówił o szkołach filozoficznych w Grecji. Szkoła cyników została zupełnie spaczona. Czy i soc. ulegnie temu losowi,