Strona:Korczak-Bobo.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
7 marzec.

Rano znów nie widziałem Anielki. (Gdyby się tak naprawdę nazywała, byłoby to dziwne). Szukałem jej wzrokiem, a gdy nie spotkałem, ogarnęło mnie jakby rozczarowanie.
„Pieniądze nie dają człowiekowi rzeczywistego szczęścia“ — oto zdanie, które podyktowałem memu uczniowi, a na które postaram się odpowiedzieć, gdy będę miał czas. — Czytałem krytykę Zoli. Ma rację. Rzeczywiście zawiele mamy zgnilizny w literaturze. Jeżeli jesteś pesymistą, nie zmuszaj, aby i w serce innych wkradł się jad zwątpienia. I tak ludzie zamało wierzą w możność i pożytek istnienia. Nie trzeba zapominać, że choć życie jest szkołą cierpień, to „są w niem takie słodkie chwile, za które wieki cierpieć warto“.

8 marzec.

Czytam XX tom Sienkiewicza. Tematy niegodne takiego pisarza, który będzie nieśmiertelny, który stoi na czele i dzierży berło pisarzy współczesnych. „Kwiat lotosu“ wcielony w postać dziewicy, która wszystkiego się boi, szczególniej serca poety „gdzie i śniegi, i głębie morza i pustki stepu“.
Anielki znów nie widziałem. Głupstwo, chwilowa egzaltacja, nie trzeba się jej pod-