Strona:Klemens Junosza - Za mgłą.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

pomocy materyalnej, bo tu, o ile wiem, nie przelewa się. Jedźże tedy, czasu nie tracąc, a za ową sekcyę nieszczęsną nie gniewaj się na mnie. Pragnąłbym z całej duszy, aby się ta katastrofa szczęśliwie skończyła, ale cóż znaczą nasze życzenia wobec nieubłaganych praw natury? Z temi niema żartów.
Pan Piotr uścisnął w milczeniu rękę lekarza, ten zaś pozostał na miejscu. W milczeniu, na palcach, przechodził z pokoju do pokoju, od dogorywającego męża do nieprzytomnej żony, to uspokajał spłakane córki, namawiał, aby się chociaż na krótki spoczynek udały.
Udało mu się przekonać zrozpaczone dziewczęta; posłuchały życzliwej rady i odeszły. Natura upomniała się o swoje prawa i zasnęły wkrótce snem twardym, kamiennym.
Tymczasem doktor posłał po księdza.
Przed wieczorem przyjechały panie z Cieciorki i przywiozły z sobą Sałacką, aby objęła ster gospodarstwa domowego.
Jęcząc, uskarżając się półgłosem na swoje zdrowie stargane i siły nadwątlone, otyła klucznica wzięła się energicznie do rzeczy i, podczas gdy Andzia i jej matka pocieszały panienki, starając się wlać w nie otuchę i nadzieję, ona spenetrowała zaraz cały dom, kuchnię, śpiżarnię, zapoznała się ze służbą i była już jakby u siebie.