Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

czyna niepoczesny, wzrostu małego, blady, mizerny i kaleka. Prawą rękę, którą, małym jeszcze chłopcem będąc, nieostrożnie w tryby młocarni wsadził, miał poniżej łokcia urżniętą.
Na skutek tego wypadku, nie mógł oddać się pracy rolnej i szukał zatrudnienia odpowiedniejszego do sił swoich i kalectwa. Zdawało mu się, że służba leśna będzie dla niego właściwą, tem bardziej, że do polowania od najmłodszych lat szczególny uczuwał pociąg. Oddano go do pomocy gajowemu. Chodził po lesie, z kijem w ręku, wypatrywał, czy kto drzewa nie kradnie, spędzał baby, zbierające jagody i grzyby. Niekiedy zastępując starego gajusa z relacyami chodził do dworu, a zresztą cały czas w lesie przepędzał. Bardzo bystry i sprytny, o niezmiernie silnym wzroku, zwinny jak kot, szybko zapoznał się z naturą i zwyczajami leśnych mieszkańców. Nie było gniazda ptasiego, o któremby nie wiedział; znał wszystkie nory lisie i borsucze, wiedział w której dziupli kuny się gnieżdżą, jakiemi ścieżkami sarny przechodzą, gdzie dzik legowisko sobie obrał, gdzie wilczyca swoje małe wychowuje; mógł powiedzieć z pamięci, ile jest stad cyranek na błotach, słowem, ani las, ani bagna nie miały dla niego tajemnic. Zaglądał nawet i nad jezioro, a gdy było potrzeba ryb i raków, dostarczał je na każde zawołanie, chwytając je sobie tylko wiadomym, a może też i przez się wynalezionym sposobem.