Strona:Klemens Junosza - Z pola i z bruku.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Passyans położę...
— Masz racyę... to przyjemna rozrywka... a podobno i przyszłość przepowiada...
— Jakbyś wiedział... wolno ci żartować z tych przepowiedni, ale mniej więcej sprawdzają się one.
— Jejmościuniu dobrodziejko, że też nie możesz się pozbyć przesądu!...
— Nie narzucam go nikomu, a czas mogę przepędzić, jak mi się podoba... Zresztą, jeżeli ci to przykrość sprawia... mogę dać pokój...
— Ależ co znowu, moja kochana, nie róbże mnie tyranem... Ja żartowałem tylko...
— Więc kładę i ciekawa jestem, czy też wyjdzie...
— Eh, moja droga babciu — rzekła panna Kamilla — na taki szkaradny czas, to nic wyjść nie może, nawet passyans...
— Nie grymaś, Kamilciu, i nie narzekaj... Weź jaką książkę lub robótkę.
— Książki wszystkie, jakie są w domu, już przeczytałam, niektóre nawet po dwa razy, zaś rozpoczętej robótki kończyć nie mogę dla tej przyczyny, że zbrakło mi włóczki, a nawet marzyć nie można o tem, żeby jej skąd dostać... Jak żyję nie widziałam tak szkaradnej wiosny...
— Oj dziecko, dziecko — rzekł sentencyonalnie dziadek, — żeby tylko takie zmartwienia były w życiu!... Dajże mi, kochaneczko, dawne gazety, przywiezione onegdaj, odczytam je raz