Strona:Klemens Junosza - Z Warszawy.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

tu u nas kantory stręczeń służących mają tupet i bezczelność nazywać pokojówką lub kucharką!
«Wyobrażenia mieć nie możesz, co to za ananasy. Wystaw sobie, najpiękniejsza Ernestynko, wystaw sobie w imaginacyi wielki, brudny siennik, albo wańtuch od wełny napełniony: niegodziwością, nieposłuszeństwem, niezdarnością, niechlujstwem, próżniactwem i okropną gębą od ucha do ucha, a będziesz miała dopiero przybliżone pojęcie o tem, co jest warszawska sługa!
«Zepsute to do szpiku, zdemoralizowane, złe, nieprzychylne, niezgrabne, jednem słowem coś strasznego, z dodatkiem tiurniury, kapelusza, dwóch stałych narzeczonych i przynajmniej trzech braci.
«Ja już wytrzymać nie mogę. Właśnie w tej chwili wyrzuciłam z domu jeden taki egzemplarz i doprawdy nie mam odwagi posłać do kantoru po drugi.
«Do ciebie więc uciekam się, aniołeczku, ratuj mnie w tej ciężkiej potrzebie. Nie sposób, żebyście tam w Krzywej Woli nie znalazły jakiej dobrej, uczciwej dziewczyny dla mnie.
«Niech nic nie umie, mniejsza o to. Pomagać będę, będę pracowała sama i nauczę ją wszystkiego co potrzeba. Wiem, że taka dziewczyna prosta, niezepsuta, pod wpływem łagodnego obejścia przywiąże się do mnie i pobędzie długo, a ja właśnie