Strona:Klemens Junosza - Z Warszawy.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

nie potrafi posłać łóżka, nastawić samowaru, nie ma pojęcia o praniu i nie wie, do jakiego użytku służy żelazko, przytem jest flejtuch, po za tem próżniak, a zresztą idealna dziewczyna.

Klotylda X.»

«Kunegunda Mysikrólik, młodsza, służyła u mnie przez dni pięć. Tysiące sług już widziałam, ale takiego wałkonia jeszcze nie.

Klotylda X.»

Takie świadectwa wypadały z pod pióra ciotki z szybkością maszynową, a proceder wypędzenia służebnicy nie zabierał wiele czasu i odbywał się zawsze jednakowo, według ceremonjału, ustanowionego przez zwyczaj.
Delikatna wymówka, ostre napomnienie, szalony wybuch gniewu, chwila ciszy, obrachunek, wypłata, świadectwo i po wszystkiem.
Niekiedy po takim wybuchu i scenie rozstania się, pani Klotylda zasiadała przy biurku i na eleganckim, monogramem i koroną ozdobionym papierze pisała do Ludwisi, lub do Ernestynki, taki mniej więcej liścik:
«Najdroższa moja kuzyneczko!»
«Śliczne twoje oczęta nie widziały zapewne jeszcze (i oby nie zobaczyły nigdy) bestyi, potworu, smoka, salamandry, jaszczurki, bazyliszka, ropuchy, którą