Strona:Klemens Junosza - Przy kominku.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Jankiel myślał i myślał, nareszcie zawołał mnie i rzekł:
— Słuchaj mały, możebyś ty mi przyniósł wódki za tę fałszywą dziesiątkę?..
— Za co nie?
— Ja tobie za to dam kawałek bułki.
— Nie potrzebuję bułki, tylko zarobku; rebe sam powiedział, że każdy finansowy interes powinien dać zysk...
— W czem ty widzisz finansowy interes? Ciebie posyłają, to jest, co najwyżej, interes posłańcowy.
— Ja chcę zarobić...
— Ile chcesz?
— Całą, prawdziwą dziesiątkę!
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet stary Jankiel też.
— No, no — powiada. — mój Szmulku, ty jesteś bardzo pażerny... Ja tobie nie dam dziesiątki, choćbym nawet miał...
— Ja nie chcę od was, ja ją sobie sam wyspekuluję.
— No, no — powiedział Jankiel — idź, przynieś wódki za fałszywą dziesiątkę, a jeżeli potrafisz zyskać na tym interesie prawdziwą dziesiątkę, to twoja głowa będzie warta ozłocenia...
Pobiegłem na miasto i za mały kwadrans byłem z powrotem.
Cały cheder rzucił się do mnie.
— Co jest? co jest? — wołali. — Masz wódkę? Pokaż wódkę! Masz pieniądze? Pokaż pieniądze!